Disclaimer

Disclaimer

Le storie che presento nel mio blog, le ho fatte per le mie lezioni d'italiano (e poi di spagnolo, francese e portoghese brasiliano). Generalmente, sono più o meno vere :). Ma, per farle più interessanti, spesso esagero o le colorisco un po' :).

Tip

click the flag, if available, to change the language/fa clic sulla bandiera, se disponibile, per cambiare la lingua/haga clic en la bandera, si disponible, para cambiar el idioma/cliquez sur le drapeau, si disponible, pour changer de langue/clique na bandeira, si disponível, para alterar o idioma

lunedì 22 agosto 2011

Connemara 2011

Progettavo di andare a Kerry dove sono le montagne più alte in Irlanda, ma non ho trovato tempo per verificare come si poteva andarci(e andarci non è cosi facile, anche se ci sono soltanto 250km), allora ho deciso di girarmi nel Connemara – molte persone mi avevano consigliato questa regione. Connemara si trova ad ovest d'Irlanda, vicino a Galway. Venerdì ho verificato le previsioni del tempo(erano buone) e ho chiamato un ostello...e chi ha risposto – un polacco :) - dopo aver detto il mio cognome, mi ha detto "si può in polacco" - Le ore di Bus Éireann non mi andavano bene, perché un bus a Clifden partiva 10 minuti prima dell'arrivo del bus da Athlone, allora a/da Galway ho preso Bus Éireann e a/da Clifden sono andato con una linea privata di Citylink. Infatti non ho raggiunto Clifden – grazie del consiglio della mia guida ho chiesto il conducente di lasciarmi prima, vicino al posto dove cominciava il mio itinerario.
Zamierzałem wybrać się do Kerry, gdzie są najwyższe góry w Irlandii. Ale dojazd tam okazał się na tyle niekorzystny, że jednak tym razem zdecydowałem się pojechać do Connemara – region na zachodzie Irlandii(blisko Galway) zachwalany przez wiele osób. Dotarcie tam również nie było bezpośrednie ze względu na zły rozkład jazdy busów – z Galway trzeba się przesiąść do busa do Clifden, tyle tylko, że poranny odjeżdża z Galway 10min wcześniej niż ten, który do Galway przyjeżdża. Ale znalazłem prywatnego przewoźnika – Citylink – na trasie Galway-Clifden, którego rozkład bardzo mi odpowiadał. W rzeczywistości nie dotarłem do Clifden – za radą podaną w moim przewodniku, zmusiłem kierowcę, aby się zatrzymał blisko początku trasy. Dzień wcześniej zarezerwowałem miejsce w hostelu – dukam coś w języku zulu...imię...nazwisko...i słyszę...ee można po polsku :) - właściciel był Polakiem.

Glencoaghan Horseshoe
 

Per il primo giorno volevo fare il percorso non troppo lungo(soltanto 15km), ma, secondo la mia guida, abbastanza impegnativo. Il tempo era buono – c'erano molte nuvole(sopratutto in montagna dove andavo :)), ma anche il sole. Sapevo già di non aspettare molti segni sul sentiero(non c'era nessun sentiero :)), dunque sceglievo la pista dove volevo, ogni tanto vedendo qualche traccia. Al inizio prelevava brughiera, ma più alto era molto roccioso...e molto nuvoloso. Anche se queste montagne non avevano più che 750m s.l.m., c'erano nuvole basse che coprivano le vette. Andare su, anche con poca visibilità e senza nessun pista, non presentava molta difficoltà – le cime erano abbastanza chiare, segnate con poggi di sassi. Ma poi, essendo già su una vetta, era un po più difficile per scegliere la direzione giusta. Tirava il vento forte e lo sapevo da dove, 
Na pierwszy dzień obrałem trasę dosyć krótką(tylko 15km), ale wg opisu dosyć wymagającą...zobaczymy :). Pogoda była w miarę dobra – nie padało, było pochmurnie(szczególnie tam gdzie szedłem :)), ale z dużymi przejaśnieniami. Po Wicklow byłem przygotowany, żeby nie oczekiwać za bardzo dobrych oznaczeń szlaku, więc po prostu szedłem na przełaj, od czasu do czasu widując jakieś fragmenty szlaku lub ślady. Na początku, jak zwykle, przeważał teren podmokły, bagienny, ale im wyżej, tym więcej skał...i chmur, dużo chmur – góry nie były wysokie(nie więcej niż 750m n.p.m.), ale i tak szczyty były w chmurach. Podchodzenie nie było problematyczne – wierzchołki gór były dosyć wyraźne, oznaczone kopcami z kamieni i nawet z ograniczoną widocznością wiadomo było, że się idzie pod górę :). Trochę gorzej było później, jak już się na ten szczyt weszło. Wiał dosyć mocny wiatr, a jeśli chodzi o wiatr, który na dodatek jest silny :), to kto jak kto, ale akurat ja wiem skąd wieje.


allora potevo distinguere più o meno le direzioni cardinali e potevo decidermi...di solito non sbagliavo :) - soltanto una volta – nella guida è stato scritto, che c'era una discesa ripida, allora, non vedendo troppo, sono riuscito a trovare un abisso ;) e ho cominciato a scalare giù, ma quando mi sono trovato sotto le nuvole ho visto un lago...aspetta...un lago? che lago! E sapevo che avevo sbagliato, perché questo lago era ad un alta parte della cresta e il mio sentiero non seguiva lì. Allora sono tornato sulla vetta e ho trovato un altra pista che scendeva. Mi è venuta in mente un idea, che mi sarebbe servito una bussola...ee...noooo :). Generalmente mi muovevo trovando e seguendo poggi, che indicavano la pista...a volte vedevo qualche traccia delle scarpe. Ma dopo qualche tempo si è schiarito e potevo vedere tutto. Dopo aver fatto la metà del percorso ho visto i primi turisti, ma erano ancora lontano. Ce l'ho fatta a raggiungerli e che cosa si è rivelato...polacchi ovviamente :) - non c'era nessuno in montagna e quando incontravo qualcuno era un polacco! Precisamente due polacchi e fortunatamente un irlandese con cui ho parlato un po'(era il membro di un club alpino). Sono arrivato all'ostello(di cui il proprietario era anche un polacco :)) verso le 7pm. Ho dimenticato di prendere qualcosa da mangiare...ma dai, due giorni erano da sopravvivere :)...avevo soltanto chioccolata, banana e pera :).
I to mi pomagało orientować się w kierunkach – zwykle się nie myliłem...zwykle :) - raz tylko, gdy wg przewodnika miałem oczekiwać bardzo stromego zejścia, znalazłem sobie niczego sobie stromą...przepaść :) i zacząłem schodzić – stromo, to stromo, co poradzić :) - ale jak już byłem poniżej poziomu chmur, to zobaczyłem jezioro...hmm...jezioro?...wróć! :) - jezioro na mapach było, ale powinienem je mieć trochę z innej strony – zawróciłem na szczyt i znalazłem inne zejście, noszące ślady użytkowania przez innych turystów(już nie tak strome :)). Wtedy przez chwilę pomyślałem, że może przydałby mi się kompas...eee...nie :). Generalnie poruszałem się od kopca do kopca, który mniej więcej wytyczał szlak, rzadko widując fragmenty ścieżki lub odciski butów. Później już się przejaśniło i nie było trudności. Po 4h, w połowie trasy zobaczyłem pierwszych i jedynych turystów – byli daleko, to trochę mi zajęło, żeby ich dogonić. I co się okazało...wiadomo...Polacy :) - żywej duszy nie ma w górach, a jak już kogoś spotykam, to jest to Polak – dokładnie dwóch Polaków i, na szczęście, jeden Irlandczyk, członek klubu górskiego, z którym sobie trochę pogadałem. Później już z górki – około 7-mej dotarłem do hostelu. Miałem coś zjeść, ale jakoś zapomniałem zabrać coś do jedzenia...ale bez przesady, to tylko 2 dni – banan, gruszka i czekolada wystarczą :)
 

Central Maumturks
 

Per il secondo giorno avevo un percorso breve. Ma c'era un problema - dovevo spostarmi 15km dall'ostello all'inizio del giro. Speravo di fare l'autostop...ma no...non lo so perché, ma il mio fascino non funzionava :/...nessun voleva fermarsi(c'erano poche macchine verso le 9am)...dovevo essere non pettinato :)...allora 15km non è cosi lontano, l'ho fatto in 2h30min. Il tempo era bello e c'erano più turisti che un giorno prima. La prima parte del sentiero ben segnato seguiva ad una cappella di Patrick(camminata di 30min da un parcheggio) dove quasi tutti finivano le loro escursioni :). Ho incontrato lì un gruppo dei tedeschi e non potevo scattare le foto perché occupavano dei monumenti e la cappella. Poi non c'era più nessun sentiero chiaro e si doveva passare qualche recinto, ma con la visibilità buona vedevo le cime, allora sapevo dove andare. Per poco tempo mi accompagnavano due irlandesi con un cane, ma ero più veloce ;) e li ho persi. C'era una discesa ripida – ho cominciato a scendere da un pendio verticale :)...torna...l'avevo già fatto – quando la mia guida accenna una discesa o una arrampicata ripida questo non significa mai un panello verticale e non si deve essere capace di fare le vie VI+ per farla. Allora invece di uccidermi ho attraversato questo abisso e ho trovato un posto con un sentiero ben segnato – ripido, ma non verticale ;). Alla fine dovevo fare 10km sulle strade asfaltate per raggiungere la città da dove partiva il mio bus.

Drugiego dnia chciałem zrobić tylko krótką, 5-cio godzinną trasę. Jedynym problemem było to, że początek szlaku był jakieś 15km od hostelu. Liczyłem na to, że złapię stopa...no ale nie złapałem :) - nie wiem, mój urok osobisty przestał działać :), czy co...chyba po prostu byłem nieuczesany :P(poza tym o 9-tej rano samochód pojawiał się sporadycznie). No nic, 15km to rzut beretem – 2h30min i byłem na miejscu. Pogoda była ładna i było o wiele więcej ludzi. Pierwszy fragment dobrze oznaczonego szlaku prowadził do kaplicy św. Patryka(około 30min od parkingu), gdzie większość turystów kończyło swój wypad w góry :). Niestety natknąłem się tam na wycieczkę obrzydliwie bogatych Niemców, którzy wchodzili mi w kadr i skutecznie powstrzymali od zrobienia zdjęć :). Później standardowo – cisza, spokój, pusto...owce :) – trasę oznaczały głównie kopce z kamieni i fragmenty ścieżki + trzeba było sforsować parę ogrodzeń. Przez chwilę towarzyszyło mi dwóch Irlandczyków z psem, ale byłem szybszy i ich zgubiłem. Znowu było strome zejście i znowu zacząłem schodzić w jakąś przepaść...wróć! Już to przerabiałem – jak w przewodniku jest wzmianka o bardzo stromym zejściu, to nie oznacza to nigdy pionowej ściany, gdzie trzeba robić drogi VI+, żeby przeżyć :) - więc zamiast się zabić, przetrawersowałem trochę i znalazłem oznaczone zejście. Później jeszcze tylko 10km do miejsca skąd odjeżdżał mój autobus.


Connemara l'ho trovato meno spettacolare che sospettavo – tutti mi dicevano che era la regione bello, diverso ecc. E si, rispetto Wicklow, le montagne a Connemara sono molto di più sassose, quasi vuote, senza boschi, ma con molti laghi...ma troppo piccole – non soltanto altitudini, ma grandezza. Essendo già nel centro si vede sempre strade, campi, case. E il secondo giorno, per la mia colpa, ho passato troppo sulle strade. Ma navigare in montagna quasi senza nessun segno era, per me, l'esperienza nuova – quando mi trovavo in tale situazione prima, c'era sempre qualcuno/a che si occupava della mappa, sapeva la zona, decideva dove andare ecc, e io lo/la seguivo. Non mi preoccupavo quasi mai di queste cose :) - e qui dovevo concentrarmi, dovevo scegliere le direzioni, di solito giusti(mi oriento in terreno abbastanza bene :)...anche senza una bussola) e dovevo leggere la mappa. Non potevo neanche ascoltare il mio audiolibro(Polska Jagiellonów, Paweł Jasienica :)), perché per ascoltarlo uno deve concentrarsi e io mi sono già concentrato su trovare una strada. Ma girare in montagna senza itinerario chiaro è piacevole – uno non è costretto di seguire un sentiero e può scegliere i varianti che preferisce – io preferisco arrampicata ripida, allora andavo direttamente alla vetta non girando troppo.

Vedi tutte le foto
Connemara trochę mnie rozczarowała – może to było spowodowane nadmuchanymi oczekiwaniami – wszyscy mi mówili jaki to piękny region, dziki, inny. I owszem, w porównaniu do Wicklow o wiele bardziej skalisty, nie tak bardzo podmokły, prawie pusty, bez lasów, z wieloma jeziorami, ale...mały. I nie chodzi tylko o nie powalające na kolana wysokości, ale o obszar. Jak już jestem w samym środku gór, to dlaczego wciąż widzę drogi, pola, samochody, domy...Drugiego dnia, trochę na własną prośbę, za dużo było asfaltu. W sumie chodzenie po górach praktycznie bez szlaku, na orientację, to dla mnie coś nowego – wcześniej zazwyczaj nie zawracałem sobie takimi rzeczami głowy – zwykle chodziłem z osobami, które znały okolicę, miały mapy, śledziły oznaczenia, wiedziały gdzie iść itp., a ja podążałem(no dobra, podążałem będąc daleko na czele :P). A tutaj muszę się skoncentrować, wypatrywać śladów, kopców, ścieżek, obrać kierunek(zazwyczaj dobrze mi to wychodzi – nie najgorzej, aczkolwiek niebeznadziejnie, orientuję się w terenie :)...nawet bez kompasu), czytać mapę. Nie mogę np. słuchać mojego audiobook'a(obecnie Polska Jagiellonów, Pawła Jasienicy :P), bo to wymaga skupienia, a ja już się na innych rzeczach koncentruję(widać słabo wielowątkowy jestem :)). Z drugiej strony chodzenie po górach bez szlaku jest przyjemne – nie jest się uwiązanym do jakiejś ścieżki i wytycza się dojścia do celu wedle swoich upodobań – ja lubię strome podejścia, więc chodzę prosto na szczyt bez zbędnych zakosów :).

Zobacz wszystkie zdjęcia

Nessun commento:

Posta un commento